rozdział XIII

Mam nadzieję, że się spodoba! Miłego ❤

 

Staram się jak mogę, wypruwam sobie żyły po to, aby każdy dźwięk był perfekcyjny. Jeśli komuś kiedykolwiek wydawało się, że granie na gitarze to tylko szarpanie strun, wyprowadzam z błędu. Muszę napiąć każdy mięsień w moim ciele, na siłowni nie męczę się tak, jak podczas całego koncertu. Scena tak samo jak inne miejsca typu szkoła, czy praca, posiada swój pewien kodeks zachowań. Członkowie zespół mają obowiązek dać publiczność z każdej strony odrobinę swojej uwagi. Osobiście to gdzieś mam tą i inne nonsensowne zasady ale na ogół akurat tej jednej przestrzegam. Seiya truł by mi dupę, że w ogóle nie pomagam mu w „zabawianiu tłumu”. Ale dzisiaj cały świat może mieć do mnie pretensje, nawet jeśli chcą, mogą mnie wywalić z zespołu. Liczy się tylko ona. Ostatnia piosenka, ta, którą wszyscy znają i kochają. Tekst napisał do niej Seiya, dla mnie zawsze była czymś, co trzeba odśpiewać bez większych emocji. Dopiero teraz stała się dla mnie zrozumiała, nabrała sensu.. Teraz już mogę ją zaśpiewać jak należy.

-Dziękujemy kochani za ten wspaniały wieczór! Zagramy teraz ostatni, dobrze wam znany utwór! Dziś zaśpiewa go dla was mój brat Yaten! Niech ten wieczór na zawsze zostanie w waszej pamięci! Przed wami „Search For Your Love”!

Seiya ustąpił mi miejsca w centralnej części sceny, a sam zajął moje. Rzadko śpiewam tę piosenkę sam, zazwyczaj to jego rola ale już mi się to zdarzyło. W duchu podziękowałem mu, że oddał mi pałeczkę tego wieczoru. Pierwsze dźwięki rozbrzmiały, wiem, że zaśpiewam to tak jak jeszcze nigdy. Dla ciebie zuchwała dziewucho, lepiej, żeby to trafiło do twojego serca. Czy słyszysz? To wszystkie uczucia, które chce Ci przekazać? Czy widzisz, jak mi na tobie zależy? Powolnym krokiem schodzę ze sceny nie przerywając śpiewania. Jestem coraz bliżej i mimowolnie mocniej zaciskam ręce na mikrofonie. Staje naprzeciw niej, oko w oko z tą, która skradła moje serce. Jak w piosence, szukam swojej miłości i widzę ją, patrząc teraz tyko na ciebie. Jestem blisko i czuję się spokojny, przy tobie wszystko jest lepsze. Jesteś pyskata, potrafisz mnie rozbawić,  jednocześnie piękna, jedyna taka na świecie. Zabiłbym dla ciebie Skarbie, gdybyś mi kazała. Odpowiedz, czy czujesz to co ja? Wszystko inne przestało się liczyć, zapomniałem, że miliony oczu skupione są teraz na nas, krzyki i piski kobiet.. Jestem na nie jakby głuchy. Chwytam za jej rękę, jest tak krucha, że chyba zaraz się rozpadnie. Splatam nasze dłonie w jedno, lekko wzmacniam uścisk. Jestem tu, oddycham, śpiewam dla ciebie i nie zapominaj o tym. „Odpowiedz mi łagodnie”.

***

Piosenka dobiegła końca, wszyscy powoli zaczęli kierować się do wyjścia. A ja stoję tu i nie potrafię się ruszyć. To dziwne uczucie kiedy boli cię serce i nie wiesz czemu potok łez spływa po twoich policzkach niczym rzeka. Nigdy nie byłam zakochana, nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby zaufać komuś na tyle, by wpuść go do swojego serca. To niebezpieczne. A jednak te zielone oczy wpatrują się we mnie i zapewniają bezpieczeństwo, ciepło jego dłoni wydaje mi się tak przyjemne.

-Teraz muszę wracać ale znajdę cię jak wszyscy się zmyją. Czekaj na mnie przed wejściem Aino.

-Co? Znaczy.. ja nie mogę. Usagi i w ogóle.. Muszę wracać do domu!

-Słuchaj dziewucho- przyłożył swoje czoło do mojego, cudowny i znajomy zapach mięty wdarł się do moich nozdrzy, momentalnie fala gorąca rozlała się po całym moim ciele. Matko..- Jeśli będę musiał cię gonić, będę cię gonił ale błagam cię, nie komplikuj Skarbie. Usagi idzie z nami, ktoś chce się z nią zobaczyć- spojrzał na moją przyjaciółkę, a ta jak na komendę skinęła głową na znak zgody- Masz tam być!

-Dobrze- spojrzałam na niego pewniej i uśmiechnęłam się- tylko nie myśl, że skoro jesteś gwiazdą, to będę czekać na ciebie w nieskończoność!

-Ale zdajesz sobie sprawę, że warto?

-Kou, leć już dobra- parsknął śmiechem i rozczochrał mi loki, po czym pognał za kulisy. Spojrzałam na rękę, która jeszcze przed sekundą złączona była z jego własną.

-Jak dla mnie to miłość- spojrzałam na Usagi z szeroko otwartymi oczami- No i co się tak patrzysz? Nie udawaj, że tego nie widzisz.

-Ale Usa.. Ja nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens. On jest gwiazdą i to nie byle jaką, a ja? Zwykła panienka biegająca z aparatem. To nie ma prawa się udać.

-Boże, dziewczyno jak ty lubisz sobie utrudniać życie. Lubisz go?- skinęłam głową na „tak”- Jak cię trzymał za rękę i śpiewał to czułaś się niesamowicie?- powtórzyłam gest- Masz ochotę go rozebrać, kochać się z nim tu i teraz do końca świata?

-Usagi! Oszalałaś!? Ciszej, bo ktoś cię usłyszy!

-Minako ile ty masz lat?- spojrzała na mnie karcąco i skrzyżowała szczupłe ręce na piersi. Wygląda groźnie..

-21 i co to ma do rzeczy?

-Nie jesteśmy już dziećmi, to normalne, że on cię pociąga. Większość tych panienek oddałaby wszystko za jedną noc z nim. To może inaczej. Jak czułabyś się, gdyby teraz wyskoczył z jakąś laską i przedstawił ci ją jako swoją dziewczynę?

-Ja..- oczami wyobraźni ujrzałam Yatena obejmującego w talii wysoką, zgrabną brunetkę. Potrząsnęłam z irytacji głową. Coś okropnego.. – Nawet nie chce o tym myśleć.

-No widzisz! Mamy to!- Usagi klasnęła w dłonie- Zakochałaś się!

-Nie! Chociaż może.. Zdecydowanie nie! A jak, to co.. Z resztą, nieważne! Zbierajmy się do wyjścia, duszno mi tutaj.

-Rozbieranki zostawiam Yatenowi- wyszczerzyła do mnie te swoje białe kły, a ja już dawno nie miałam takiej ochoty, żeby jej przywalić.

***

 

Wyszłyśmy z Usagi na zewnątrz, przyjemny podmuch zimnego wiatru rozwiał moje blond włosy. Od razu lepiej! Przyjaciółka wyciągnęła z torebki paczkę fajek i zapaliła jednego.

-Będziesz miała raka.

-Na coś trzeba umrzeć, nie?- odparła, jak gdyby nigdy nic.

Nagle poczułam dużą, szorstką dłoń na swoim ramieniu, a nieprzyjemny dreszcz wstrząsnął moim ciałem. Tuż obok mnie znalazł się wysoki mężczyzna z krótko obciętymi, brąz włosami. Śmierdział piwskiem i papierosami, najgorsze połączenie na świecie. Spojrzałam na Usę, a za nią już stał podobny typ w skórzanej kurtce, nie podoba mi się to..

-Masz kochanie zapalniczkę?- poczułam mocniejszy uścisk na ramieniu, zwróciłam na natręta swoje spojrzenie, jego usta wygięte są w obrzydliwym uśmiechu.

-Nie mam, nie palę. Proszę mnie puścić, to boli.

-Szkoda, wielka szkoda. To jak mamy się teraz z kolegą rozgrzać?- jego ręka znalazła się na mojej tali, gdy próbowałam się odsunąć, gwałtownie przysunął mnie do siebie. Jego nos wylądował w moich włosach, powąchał je, a później dotknął ustami mojej szyi. Obrzydlistwo, nie chce to być, nie chce żeby mnie dotykał, boję się..- Gdzie się wybierasz? Zostajecie dzisiaj z nami. Będzie świetna zabawa!

Spojrzałam przestraszona na przyjaciółkę, zobaczyłam, że ona nie znajduję się w uścisku. To jest jej szansa.

-Usagi wiej!- krzyknęłam i poczułam jak pociągnął mnie za włosy- Uciekaj!

-Zamknij ryj!- moje usta szybo zostały zasłonięte przez męską dłoń.

Łzy zebrały się w zagłębieniach moich oczu, jedyne co ujrzałam to jasne, niebieskie włosy na tle wręcz czarnego nieba. Ten drugi nawet za nią nie pobiegł, są zbyt pijani, żeby myśleć racjonalnie. Zamknęłam oczy, kiedy poczułam rękę sunącą po moim udzie.

____________________________________________________

Bum! I co wy na to? ❤

Reklamy

rozdział XII

Witajcie kochane skrzaty! Wiem, że rozdziały są późno ale ze mnie zdecydowanie nocny marek! Miłej lektury ❤

 

Czuję się tak, jakby emocje miały rozerwać moje ciało na strzępy. Przeskakuje z nogi na nogę, nerwowo zaciskam usta, które już zaczęły pierzchnąć z bólu. To już za moment, za krótką chwilę, a może nawet ułamek sekundy.. Zobaczę go. Pierwszy raz w życiu chce mi się wymiotować z nadmiaru wrażeń. Patrzę na scenę, nie pozwolę sobie na to, by przegapić cokolwiek, zapominałam już nawet o mruganiu, a oczy pieką mnie niemiłosiernie. Yaten skończył swoją wejściową solówkę, muszę przyznać, że chłopak ma talent, jeśli będzie poważnie podbijał do Miny, to ma moje błogosławieństwo. Taiki zmienił rytm na znacznie spokojniejszy, do tego dopasował swoje brzmienie srebrnowłosy, a ja doskonale znam tę nuty.. To intro pod wejście gwiazdy wieczoru. Nagle żółte światła zmieniły swój kolor na granatowy, a ja z emocji ścisnęłam jeszcze silniej metalowe barierki. To chyba dla mnie zbyt wiele, nie dam rady.

-Minako, to był zły pomysł, żeby tu przychodzić. Zmywajmy się!- krzyknęłam do ucha przyjaciółki, a ta spojrzała na mnie jak na niespełną rozumu.

-Oszalałaś?! Jest genialnie!- odparła i uśmiechnęła się szeroko. Cieszę się, że dobrze się bawi ale mnie zaraz coś rozwali od środka, mogła by to zrozumieć!

-Muszę stąd wyjść albo inaczej umr..- no pięknie, teraz to już nieważne.

Swoje należyte miejsce na scenie zajął ten, na którego wszyscy czekali. Granatowe światło podkreślała czerń jego długich włosów związanych w charakterystyczny kucyk, jest tak blisko mnie, praktycznie na wyciągnięcie ręki. Wciągnęłam mocno powietrze do płuc, chyba mi słabo. Na koncertach ubrany jest zawsze tak samo – ciemnogranatowa, obcisła koszula wciągnięta w doskonale dopasowane spodnie, czarne oryginalne trampki i kolczyk w uchu w kształcie półksiężyca. Boże, jeśli stworzyłeś Adama na swoje podobieństwo, to wyglądał on jak mężczyzna stojący przede mną, niesamowity i nierealny. W dłoni trzyma bezprzewodowy mikrofon, który również posiada mały, wygrawerowany znaczek w postaci półksiężyca. Kiedyś w jednym z wywiadów powiedział, że strasznie przywiązuje się do rzeczy i nie jest z tych osób, które jak coś im się zepsuję, to po prostu pozbywają się problemu. On jest kimś kto nie porzuca i naprawia. Bardzo go za to szanuję, niewiele jest takich osób w dzisiejszych czasach. Ten mikrofon pochodzi z ich pierwszego koncertu i musi być dla niego naprawdę bardzo cenny. Wyciągnął swoją lewą rękę nad głowę, po czym uśmiechnął się do widowni szeroko, pokazując swoje idealnie, białe zęby. Dziewczyny po mojej lewej zaczęły płakać, chociaż płacz to mało powiedziane, to jest istny lament! Ja rozumiem, że idol i tak dalej ale żeby płakać na sam widok? Biedne pustaki.

-Witajcie kochani!- jego melodyjny głos rozbrzmiał przez głośniki i rozniósł się po całym stadionie. Odpowiedział mu jeden wielki krzyk i piski, doskonale wymieszane ze sobą. Miliony głosów, każdy skierowany tylko do niego. Musi czuć się niesamowicie, dziwi mnie to, że na jego twarzy nie widać ani krzty zdenerwowania. Stoi tam, wyprostowany, pewny siebie i seksowny. Piekielnie seksowny- Bardzo się cieszymy, że możemy dzisiaj być tutaj z wami i grać tylko dla was! Po mojej prawej, nasz mistrz i zaklinacz perkusji – Taiki! Zróbcie dla niego hałas!- wszyscy na tą komendę zaczęli klaskać ile sił w dłoni, sama zauważyłam na swoich czerwone ślady- Po mojej lewej genialny i niepowtarzalny – Yaten Kou!- tutaj publika już sama zareagowała. Srebrnowłosy ma ogromy fan club, znany jest ze swojej gry na całym świecie. On nie musi prosić się o oklaski, on po prostu urodził się, żeby je dostawać- A śpiewać dziś dla was będę ja! Skromny i przystojny – Seiya Kou!

Po tych słowach Yaten mocniej uderzył w gitarę, wysoki dźwięk spotęgował głośność aplauzu skierowanego do czarnowłosego. Seiya jako frontman zespołu chcąc, czy nie chcąc, jest najbardziej znanym i uwielbianym członkiem „Three lights”. Swoją sławę zawdzięcza umiejętnościom oraz niewątpliwie charakterowi. Zasłynął już z akcji charytatywnych, mocno angażuje się w pomoc chorym dzieciom. Mam tylko nadzieję, że nie robi tego dla popularności, wtedy straciłby w moich oczach. No i oczywiście gazety, podejrzewam, że duża ilość kobiety znajdujących się tutaj, przyszła na koncert tylko po to, by ujrzeć na żywo mężczyznę z okładki, reklamującego bieliznę Calivin’a Klein’a. Spojrzałam na jego twarz. Doskonałe rysy, idealny profil, włosy, a nawet ten kolczyk dodaje mu tego „czegoś”, co sprawia, że mięknę w kolanach. Nieco nieśmiało, a może to przez zawstydzenie, spoglądam w jego granatowe oczy. Jeśli można zakochać się od pierwszego wejrzenia, to ile już niewinnych i winnych serc do tej pory złamałeś Kou? Jesteś wart kochania za same oczy. Zmroziło mnie, kiedy nasze spojrzenia skrzyżowały się, patrzy teraz prosto na mnie. I w prowadza to u mnie ogromny nie pokój, rozum krzyczy „wiej!”, chce uciekać ale nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Prawą ręką odszukałam dłoń przyjaciółki i ścisnęłam ją. Jestem jak sparaliżowana, miotają mną tak skrajne emocję. Nie chce tu być i chce, boję się patrzeć na niego, a jednocześnie nie potrafię oprzeć się tej przyjemności. Wiem, że świat na około mnie tego nie dostrzega, że tylko ja i on toczymy między sobą walkę, w której nie można wyłonić zwycięzcy. Nagle zamrugał kilka razy, Minako robi dokładnie tak samo, kiedy na chwilę się rozkojarzy i chce wrócić do rzeczywistości. Posłał mi delikatny uśmiech, który znacznie bardziej spodobał mi się od tego szerokiego, dopasowanego pod publikę. Wydał mi się zdecydowanie bardziej szczery. Policzki zapiekły mnie i mimowolnie dotknęłam ich, żeby chłód nieco je ostudził. On spojrzał na mnie jeszcze raz i zaśmiał się po cichu, muszę wyglądać jak idiotka. Wstał i rozejrzał się po stadionie.

-Dzisiaj chciałbym zacząć od utworu, którego jeszcze nie znacie!- powolnym krokiem skierował się ku swojej czarnej gitarze- Napisałem ten utwór, po spotkaniu pewnej niezwykłej istoty, która utkwiła mi w pamięci i nie mogę się jej stamtąd pozbyć, chociaż nie wiem jak bardzo bym się starał- instrument przełożył przez lewe ramię, a mikrofon umieścił w statywie, który stoi na samym środku sceny- Utwór nosi nazwę „Perfect blue”, mam nadzieję, że trafi on do waszych serc!

Perkusja znów zmieniła swój rytm na znacznie wolniejszy, Yaten wpasował się w nuty i zaczął się delikatnie kołysać, co wskazuje na to, że nie będzie to ich typowo mocny numer. Wróciłam wzrokiem do Seiyi, który po raz kolejny wpatruję się we mnie z tajemniczym uśmiechem. Chce mi coś powiedzieć, układa usta w kształty, które ciężko mi odczytać. „(…) ciebie”? Ciebie? Mnie? Nie rozumiem, o co mu chodzi. Zaraz.. „Perfect blue”, blue – niebieski. „Dla ciebie”. Naglę zawirowało mi w głowie, oparłam się o barierki i złapałam się za serce, boję się, że zaraz wyskoczy mi z piersi.

-Usagi?- Minako położyła mi rękę na plecach w opiekuńczym geście. Kochana, zawsze się o mnie martwi- Usagi, dobrze się czujesz?

-Dla mnie Mina..

-Co? Dla ciebie? Króliku, nie rozumiem o czym ty mówisz. Możesz jaśniej?

-On napisał tę piosenkę dla mnie.

***

A więc jednak przyszła. Jest tutaj, patrzę na nią i nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Wygląda pięknie, niczym grecka bogini w tej swojej czarnej sukience, która doskonale podkreśla jej zgrabne ciało. Włosy ma ułożone tak, jak za pierwszym razem, kiedy ją zobaczyłem. Wydaje mi się w nich tak niewinna i tak bardzo bezbronna, gdy na nią patrze, budzi się we mnie chęć chronienia jej przed całym światem. I może to dziwne, może i chore, że nieznajoma dziewczyna powoduje u mnie takie emocje ale jej oczy mówią mi wszystko, nie muszę wiedzieć niczego więcej. Idealnie niebieska. Chce wiedzieć o niej wszystko, co lubi, a czego nie, z kim się spotyka, chce wiedzieć co czuje.

„Skąd ten podmuch wiatru między nami 
przywiał ten smutek
Niebo po deszczu 
było bardziej przejrzyste niż kiedykolwiek”

„Śmiejesz się kiedy Ci smutno
i płaczesz kiedy jesteś szczęśliwa
dlatego że
Twoje serce Cię wyprzedziło”

„Normalnie nie rozmawiam z tą dziewczyną
Ale dzisiaj zawołałem do niej ‚widzimy się po lekcjach’
Dobrze jest czasem zrobić coś czego nie zrobiłbyś normalnie
Szczególnie jeśli jesteś obok mnie”

„Tak bardzo płaczesz, chcę zatrzymać te łzy
Ale odmawiasz
Patrząc na te spływające łzy, zrozumiałem
Śmieje się kiedy mi smutno i płaczę kiedy jestem szczęśliwy
Dlatego że moje serce mnie wyprzedziło”

Zaśpiewałem, wkładając w to całego siebie. Z natury jestem odważny, pewny siebie, niczego się nie boję. To dlaczego chęć spojrzenia teraz na tą dziewczynę, przyprawia mnie o lęk? Boję się, że nie poczuła nic, że dla niej to tylko słowa, które nic nie znaczą. I choć przeraża mnie ta myśl, nie mogę się wahać. Nie rozumiem.. Naprawdę, jej łzy tak licznie spływające po jej lekko zaróżowionych policzkach. Dlaczego sprawiły mi tak ogromną radość?

_______________________________________________________________________________

Bum! I co wy na to skrzaty? Dzisiaj Usagi i Seiya! Dla wszystkich, którzy uwielbiają tą parę ❤

Ps. Piosenka nie moja ale jakby ktoś chciał, to podeślę link!

Pozdrawiam ❤

rozdział XI

Miłej lektury! ❤

 

Naprawdę nie mam pojęcia jak znalazłam się w tej sytuacji. Najpierw Usagi dzwoni do mnie o drugiej w nocy, później obraża moje rzeczy, a następnie karze mi gdzieś iść wieczorem. I tak właśnie wylądowałam w czerwonej sukience z rozkloszowanym dołem i lekkim dekoltem. Nie powiem, całkiem ładna ale nie czuje się dobrze, kiedy widzę te wszystkie spojrzenia facetów, w których wyobraźni jestem bez czerwonego kawałka materiału. Na moje szczęście zdecydowany odsetek widowni stanowią przede wszystkim kobiety w różnym wieku, od małych, piskliwych dziewczynek, poprzez nie mniej piskliwe nastolatki, do dojrzałych, bardziej statecznych kobiet. I w tym wszystkim znalazłam się ja – Aino Minako, studentka drugiego roku na wydziale fotografii. Dopiero w połowie drogi Usagi łaskawie poinformowała mnie, dlaczego kazała mi się tak wystroić, sama również wyglądała zachwycająco w obcisłej czarnej sukience z odkrytymi plecami. Koncert „Three lights”, a co za tym idzie – występ Yatena. I nie wiem czym bardziej się zestresowałam.. Faktem, iż dobrowolnie wchodzę w paszczę lwa pod postacią dziewczyn, które gdyby dowiedziałby się o moich relacjach z Kou, z pewnością wydrapałby mi oczy, czym może niespodzianką pod postacią biletów w pierwszym rzędzie. Bardzo ciężki wybór.

***

W końcu udało nam się przedrzeć przez cały rozwrzeszczany tłum. Ludzi na stadionie było coraz więcej, nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo zespół braci Kou stał się popularny. Tyle ludzi zebranych w jednym miejscu, w powietrzu ciężka i wyraźna aura podekscytowania, to naprawdę robi ogromne wrażenie.

-Mina..- zerkam na przyjaciółkę, która ręce mocno zacisnęła na barierkach stojących przed nami. Wzrok ma utkwiony w czarną gitarę stojącą na środku sceny i choć wyraźnie mówi do mnie, jej błękitne oczy ani na chwilę nie spuszczają uwagi z instrumentu- Zaraz mi chyba serce wyskoczy.

-Spokojnie, tylko mi nie mdlej, dobrze wiesz, że źle reaguję na sytuacje stresowe, a ta w której teraz jesteśmy, wystarczającą mnie stresuje.

-Nic na to nie poradzę! Całe życie czekałam na to, żeby pójść na ich koncert.. A co jeśli mi się nie spodoba?- niebieski królik spojrzał na mnie prawie ze łzami w oczach, uśmiechnęłam się lekko, odgarniając jej zbłąkany kosmyk z twarzy- A co jeśli zaśpiewają z playback’u?!

-Nie martw się, na pewno będzie tak jak sobie wymarzyłaś. Odwróć się- przyjaciółka posłusznie wykonała polecenie, a jej źrenice rozszerzyły się dwukrotnie, dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak wielkiego tłumu jest częścią- Myślisz, że Ci ludzie przyszliby tu dla kogoś, kto śpiewa z playback’u? Oni im ufają, a ja jestem pewna, że ten irytujący z braci Kou jest może i dupkiem ale zdecydowanie nie oszustem. Dlatego teraz wdech i wydech, będzie dobrze.

-Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie!- po tym poczułam tylko mocny uścisk gdzieś w okolicy żeber. Matko jedyna, skąd w tak drobnej dziewczynie tyle siły?

Zdążyłam pogłaskać Usę po niebieskiej czuprynie i nagle wszystko jakby zamarło. Światła zgasły, panował zupełny mrok i całkowita cisza, miliony ludzi na chwilę wstrzymało oddech. Po chwili trzy wiązki światła ozdobiły scenę, pierwsze dźwięki elektrycznej gitary wydobyły się z ciemności. Od dziecka wychowywana byłam na kulowych już zespołach takich jak Guns N’ Roses, Nirvana, czy Scorpions’i ze względu na ojca, który ubóstwia rockową muzykę, a ja jako córeczka tatusia przesiąknęłam jego pasją. Kiedy poczułam, że ktoś grający w tej chwili, traktuje każdy dźwięk z ogromnym szacunkiem i wręcz lubością, jakby gitara była jego kochanką, przyjemne dreszcze przeszyły mnie na wskroś, powodując gęsią skórkę. W duchu podziękowałam Usagi za to, że namówiła mnie na przyjście tutaj, bo czuję, że nie będę tego żałować. Przed chwilą lekko rozbawiła mnie reakcja Tsukino, a teraz sama z całych sił ściskam metalowe barierki, patrzę jak zahipnotyzowana, szukając źródła wydobywanego dźwięku. Wyraźnie czuję jak przyśpiesza mi tętno, jak serce zaczyna bić coraz szybciej, a żołądek z pewnością jest już gdzieś w okolicy gardła. Pierwszy wyłonił się perkusista, wysoki i skrajnie szczupły szatyn, ubrany w dopasowany smoking. Widownia oszalała, kiedy chwycił za swoje pałeczki i uderzył do rytmu, wpasowując się w dźwięki gitary. Tym razem świat zatrzymał się tylko i wyłącznie dla mnie. Do moich uszu co prawda docierały różne odgłosy ale słyszałam je tak, jakbym znajdowała się w wodzie, wszystko było dziwnie przytłumione. W świetle po prawej stronie, powolnym, wręcz lekceważącym krokiem pojawił się ten, który od tygodni miesza mi w głowie. Stał tam, jak gdyby nie robiło to na nim absolutnie żadnego wrażenia. Idealnie dopasowane, seksowne, czarne spodnie, biała koszula podkreślająca każdy jego mięsień z osobna, czerwona gitara przepasana przez lewe ramię.. To wszystko sprawiło, że mimowolnie poczułam nieprzyjemną suchość w ustach, rumieńce paliły moją skórę na policzkach, a mała stróżka krwi z przegryzionej wargi wymieszała się idealnie z moją czerwoną szminką. Moje ciało pierwszy raz zareagowała w taki sposób na mężczyznę i zamiast się bać nowych doświadczeń tak, jak to mam w zwyczaju, spodobało mi się. I to cholernie bardzo. Głowę miał pochyloną nisko, wyraźnie skupiał się na strunach swojej gitary, a mnie, nie wiedzieć czemu, zirytował fakt, że jego srebrna grzywka zasłania całą twarz. Gdzieś w środku mnie przewinęło się ciche „spójrz na mnie, jestem tu, patrzę na ciebie” i lekko zawstydziłam się tą samolubną stroną Aino Minako. Wszystko to trwało może z pięć sekund, wszystkie dźwięki wróciły do normy, głośny aplauz i ogólne zamieszanie sprawiło, że musiałam potrząsnąć głową, by odzyskać równowagę. Smukłe palce Yatena zwinnie poruszały się po strunach czerwonego instrumentu, zaczął swoją wejściową solówkę, jestem po prostu.. on jest.. zdumiewający. Kiedy na chwile przestał grać, a przedłużone dźwięki ostatniego akordu nadal unosiły się w powietrzu, nagle wyprostował się, wyciągnął prawą rękę i z seksownym uśmiechem odgarnął srebrne pasma z twarzy, ukazując się w pełnej krasie. Decybele krzyku i pisku, które przepłynęły przez cały stadion myślę, że usłyszało całe Tokio, jak nie cała Japonia. Dzięki temu, że stałam tak blisko, doskonale udało mi się dostrzec wymalowaną dumę na jego twarzy. Normalnie pewnie z przyjemnością dogryzłabym mu tekstem typu „Jestem wielki Kou i łaskawie pozwalam wam, nędzarze, pławić się w blasku mojej chwały” ale teraz jest inaczej. Jest dobry w tym co robi i w pełni zasługuje na to, by stać w tym właśnie miejscu.

-Minako, rumienisz się.

-Zamknij się.

***

Nie pomyliłem się, dzięki Bogu, nie żebym w niego wierzył. Słysze tych ludzi, wiem, że czekają właśnie na mnie. Zagrałem setki koncertów, rozdałem tysiące autografów, zrobiono mi miliony zdjęć. To wszystko nie jest już tak ekscytujące jak na początku. Każdy występ oczywiście niesie za sobą pewne emocje ale nie tak skrajne, kiedy dopiero zaczynałem. I może to wynika z mojego charakteru, a może jestem zwyczajnym dupkiem ale wkurza mnie to bydło, które kupiło bilet tylko po to, żeby popatrzeć na moją boską twarz albo zgrabny tyłek Seiyi. Doceniam tych, którzy przyszli tu dla naszej muzyki, chociaż pewnie gdyby zrobić przesiew, zostałaby mniej niż połowa. Wolałbym grać tylko dla nich ale nie jest to zależne ode mnie. Podnoszę wzrok, naprawdę przytłaczający tłum, no i oczywiście tradycyjnie wrzask, kiedy odgarniam grzywkę, przysięgam, że kiedyś zetnę te kudły. Lustruję okiem widownie, matko zawsze to samo. Wszystkie wyglądają tak samo, aż rzygać mi się chce. Dobrze, że wytwórnia pogodziła się z faktem, iż jestem nieczułym dupkiem, który nie będzie się uśmiechał jak debil do sera i dzięki temu zyskałem w zespole rolę zimnego drania. Ciekawe czemu takich kobiety kochają najbardziej, nie ogarniam.

Kiedyś usłyszałem, że gdy spotkasz to, czego szukałeś całe życie, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. I tak właśnie się stało kiedy dostrzegłem ją, ubraną na czerwono, z lekkim makijażem, delikatnymi blond falami spływającymi kaskadami po jej odkrytych ramionach. Do typu romantyka zdecydowanie mi daleko ale serce posiadam i przysięgam przed Bogiem i zmarłą matką, że na chwilę stanęło. Moje zielone tęczówki skrzyżowały się z jej cudownie niebieskimi, mógłbym w nich utonąć i chyba mam na to ochotę. Mimowolnie mój wzrok opadł nieco niżej na jej ponętne, czerwone usta, musiałem ugryźć się w język, żeby nie oblizać swoich własnych. W tej chwili mógłbym rzucić wszystko, zaprzepaścić karierę byle by tylko posmakować jej teraz.. właśnie w tej chwili. Kiedy mój wzrok przesunął się na obojczyki tej nieziemsko pięknej istoty, poczułem kropelki zimnego potu, spływające wzdłuż mojego karku po całej długości pleców. W oczach wyobraźni widzę ją nagą, patrzącą na mnie właśnie w ten sposób, znam ten wzrok doskonale. Pragnie mnie, tak jak jeszcze żadnego mężczyzny przede mną. I choć ja miałem wiele kobiet, jeszcze żadna nie wzbudziła we mnie tak wielkiego pożądania, samym wzrokiem doprowadza mnie do szaleństwa. Naglę mocniej zacisnąłem rękę na swojej gitarze, zdałem sobie sprawę, że nie tylko ja mogę patrzeć na nią w ten sposób. W nieznanej mi dotąd panice szybko rozejrzałem się po kwadracie w którym stała i z wściekłością spojrzałem na dwóch typów, stojących w znacznej odległości ale jak dla mnie stanowczo za blisko. Dopóki są tam gdzie są pozwolę im żyć ale gdy coś mi się nie spodoba, nie ręczę za siebie. Nieco uspokojony wracam wzrokiem do mojej blond bogini. Biedna, jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że należy do mnie. Uśmiechnąłem się do niej w najbardziej zawadiacki sposób, jaki potrafię. Sprawię, że ten koncert zapamięta do końca życia i będzie go opowiadać naszym dzieciom.

____________________________________________________________________________________________

Ciąg dalszy nastąpi! I co o tym myślicie? Przyznam, że sama jestem zadowolona z tych bazgrołów, a to się rzadko zdarza! Dzielcie się opinią, żebym wiedziała co wam się podoba, czego byście chcieli więcej, a czego mniej? Czekam na opinię skrzaty ❤

 

rozdział X

Mam nadzieję, że 2018 rok przyniesie mi dużo weny, cierpliwości, a przede wszystkim chęci! Wszystkim skrzatom czytającym mój blog SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I DUŻO JABŁECZNIKA ❤ 

 

Niespotykane zjawisko. Mam już za sobą dwadzieścia trzy wiosny. Mam wszystko, a nawet więcej niż potrzebuję. Posiadam domu urządzony w totalnie męskim, surowym stylu, wszystko jest utrzymane w biało-czarnej kolorystyce, a meble dobrane są ze smakiem. Luksus, który lubię. Kiedyś nie mieliśmy nic, więc teraz doceniam to, co osiągnąłem po tym wszystkim, co przeszliśmy. Śmierć rodziców dla takich szczeniaków, którzy nie mieli pojęcia o prawdziwym życiu, którzy nagle zostali pozbawieni stabilnego gruntu pod nogami, to coś co na zawsze już pozostawiło w nas wielką ranę. Jednak u każdego objawia się ona zupełnie inaczej. Yaten nie mógł pogodzić się ze stratą rodziców, przez co zbuntował się, często pakował się w kłopoty. Nie słuchał się nikogo, w szczególności mnie, obwiniał wszystko i wszystkich za sytuacje, w jakiej się znalazł. Ten rok, który spędził w domu dziecka, kiedy ja czekałem na ukończenie 18 lat, strasznie go zmienił. Ale ja wiedziałem, że nie mogę pozwolić na to, by gnił tam sam, bez nikogo kto by go rozumiał i kochał. Kiedy udało mi się wywalczyć prawo do opieki nad nim, przepłakałem cały wieczór, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę mi się udało. W końcu prawo to prawo, nie ma sposobu na to, by je ominąć, a przyznanie praw do opieki nad nieletnim zaledwie szczeniakowi, który dopiero co wchodzi w pełnoletność, graniczy wręcz z cudem. Ale udało się i szczerze to z tego jestem najbardziej dumny. Te wszystkie nagrody, pieniądze i sława nie dawałby mi szczęścia, gdybym nie był razem z tym wrednym dzieciakiem. Lata zajęły mi, by wyprowadzić go na prostą. Wyciągałem go z poprawczaka, usprawiedliwiałem w szkole za pobicia i inne akcje, o których wolę sobie nie przypominać, wiele razy ratowałem mu dupsko. Bo taki już jestem, a on jest moi bratem, moją jedyną rodziną. Bogu dzięki, że okrył w sobie muzykę, gdyby nie ona, nie chcę myśleć, co by z niego wyrosło. Wszystkie emocję przenosi na instrumenty i teksty, dzięki temu nie jest już tak impulsywny. Jestem z niego dumny, gdy dołączył do zespołu, od razu wiedziałem, że stanie się gwiazdą. I choć obrywam za to, że bardziej mu matkuję, niż poczuwam się do roli brata, to i tak nigdy nie przestanę troszczyć się o tego durnia.

Pieniądze, sława, rodzina, kobiety.. Mam to wszystko, a jednak czuję, że czegoś mi brak. Piszę o miłości, a mam wrażenie, że jest ona mi  tak daleka. Jestem zmęczony kobietami, które widzę we mnie przystojną twarz, kasę albo pozycję. I szlag mnie trafia, bo otaczam się tylko i wyłącznie takimi. Już od pewnego czasu zacząłem myśleć, że prawdziwa miłość nie istnieje, a zamiast niej ładni i bogaci ludzie łączą się w pary z innymi, ładnymi i bogatymi, bo tak jest wygodniej. I nagle pojawiła się ona. Ta właśnie istota w podartych ciuchach, niebieskich włosach i ubrudzonych od kredy dłoniach wydała mi się tak.. zachwycająca. Nie pamiętam, od jak dawna nie czułem tak dziwnej ekscytacji pomieszanej z ciekawością i czymś jeszcze, ale nie wiem do końca czym. Jeśli nie przyjdzie dzisiaj na koncert, a ja już nigdy jej nie zobaczę, to równie dobrze mogę pogrzebać zamiary znalezienia kobiety mojego życia i wstąpić do zakonu.

-Słuchaj, mam dziwne wrażenie, że myślisz i zaczynam się martwić. Wzywać już karetkę, czy coś?- mamo, tato, dzięki, że zostawiliście mnie z tym wrednym typem samego. Dzięki.

-Spieprzaj gówniarzu.

-Wyszukany żart odnośnie mojego wieku. Auć zabolało. No, to gadaj co lub raczej kto Ci tak zaprząta myśli hmm? Ta brunetka od make-up’ u? Szczerze, jak dla mnie typowy kurwiszon.

-Zamknij ryj- nie wiem. czy przywalić mu z lewej, czy z prawej pięści. Trudny wybór- Masz tak nudne życie towarzyskie, że wtrącasz się do mojego. Tak się składa, że mnie interesuję tylko jedna, wezmę z nią ślub, spłodzę dzieci, a jak dalej będziesz taki wredny, to wylecisz z domu na zbity pysk.

-O bogowie trzymajcie mnie. Ty chcesz się ustatkować?! Myślałem, że te twoje różowe, gejowskie gacie to już szczyt śmieszności na dziś, ale nie jednak nie. TO PRZEBIJA WSZYSTKO!

No i oczywiście zaczął rżeć jak koń na pastwisku. Jezu, błagam spraw, żeby był odrobinę mniej irytujący, błagam. I daj mi siły, żebym go sam nie zabił. W jednej chwili wstałem, bo nie jestem tak cierpliwy, jak przykazania nakazują, wykręciłem mu rękę do tyłu i usłyszałem tylko syk bólu. Nie powiem, że chciałem mocniej.

-Nie znasz się na modzie, więc stul dziób.

-Dobra, dobra puszczaj to boli debilu. Jak mam grać, jak mi zaraz rękę połamiesz?! Pojebało cię?!

-Wyrażaj się gnoju- chyba okażę mu litość, co nie zmienia faktu, że ten dzieciak to skalanie Boskie- Idź nastrój gitarę i rozśpiewaj się, bo nie chce słyszeć jak fałszujesz.

-Pff. Ja i fałsz? Weź mnie nie myl ze swoją osobą, bo czuję się obrażony w tym momencie.

-Widzisz tamte drzwi?

-No, i co?

-Wpierdalaj przez nie albo rodzona matka cię w niebie nie pozna!

-Złość piękności szkodzi- ten środkowy palec, który mi pokazał wychodząc, najchętniej wsadziłbym mu do tej jego gwiazdorskiej dupy. Tylko mi ciśnienie podnosi.

Dobra, koniec, muszę się ogarnąć. Dla mnie ten występ to być albo nie być. Chciałbym, żeby tam była i by posłuchała mojego śpiewu. Jeśli poruszy to jej serce, jeśli dostrzeże we mnie to, co ja dostrzegłem w niej, nie będę miał już więcej wątpliwości.

 

rozdział IX

Te opowiadanie przewiduje na około 30 rozdziałów, więc akcja rozwija się powoli. Jestem wielką fanką szczegółów i Ci, którzy czytali mnie wcześniej. na pewno to dobrze pamiętają. Dla skrzata ❤

 

To już jutro. Chyba pójdę.. a może jednak nie. No ale w sumie darmowe bilety, normalnie nie byłoby mnie na nie stać. Z drugiej strony, pomyśli sobie, że lecę na niego jak każda napalona fanka zespołu. Nie no nie mogę, muszę zapalić. Szukam fajek ale nigdzie nie mogę ich znaleźć, nic mi tak ciśnienia nie podnosi. Dobra, walić to wszystko, walić, że jest druga w nocy, jak nie zapalę, to niczego sensownego nie wymyślę. Biorę swoją czarną, skórzaną kurtkę, którą sama przerobiłam, dzięki czemu jest bardziej „moja”. Patrze w lustro, które doskonale pokazuje mi każdy centymetr ciała Usagi Tsukino. Odwracam się do niego bokiem, nie no, jestem tłusta. Jak krowa, obrzydliwie grube krówsko. Nienawidzę swojego ciała. Jeszcze bardziej budziło we mnie wstręt, kiedy nosiłam różowe rzeczy, wtedy wyglądałam jak upasiona świnia, do tego te blond kudły! Ohyda! Niebieski dużo bardziej do mnie pasuje, kolor morza uspokaja mnie. Oczywiście rodzice nie byli zachwyceni, cieszę się, że ostatecznie pozwolili mi być sobą. Fajek tak łatwo by nie przeżyli, przy odrobinie szczęścia nigdy tego nie odkryją. Boże jeśli istniejesz, to dopomóż w tej sprawie. Muszę iść, bo zaraz zamkną wszystkie monopolowe, eh nie chce mi się.

***

Mocno zaciągam się papierosem o smaku miętowy, czuję jak dym wypełnia moje płuca, przyjemnie drażniąc je od środka. Wypuszczam małą chmurkę dymu z ust, delektując się sztucznym smakiem cichego zabójcy. Na coś trzeba umrzeć, prawda? Ten cały Kou.. Przystojny jak diabli, nikt nawet nie ośmieliłby się zaprzeczyć. Geje szaleją na jego punkcie, a lesbijki zrzekają się orientacji, gdy tylko przelotnie zaszczyci ich swoim granatowym jak niebo nocą spojrzeniem. Nadal nie rozumiem, dlaczego dał mi te bilety. Może życie gwiazdora tak go już znudziło, że szuka sobie rozrywek to tu, to tam. Ale jednak uwielbiam jego muzykę, teksty są wspaniałe, tak jakby czytał mi w myślach i opisywał w nich moje uczucia. Do tego ten głos.. cudowny. Słychać w nim coś, co zawsze przyprawia mnie o dreszcze. Artyzm. Artysta. On jest prawdziwym artystą, to cud, że nie zatracił tego, żyjąc w pustym, skomercjalizowanym świecie show-biznes’u. Aaaa DOBRA! Pójdę, lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż później pluć sobie w brodę. Szybko wybieram numer do osoby, która zna mnie najlepiej.

-Halo Mina, śpisz?

-Teraz już nie- a, no tak.. zapomniałam, że normalni ludzie o tej godzinie śpią – Usagi, wiesz, która jest godzina?

-Eeee, a czy to ważne? Lepiej się przygotuj, bo idziemy dziś w wyjątkowe miejsce, także nie myśl sobie, że ubierasz te twoje stare szmaty. Dam Ci coś swojego.

-Ej, ej zwolnij- widać, nie trybi tak jak powinna, chociaż nie mogę mieć do niej pretensji, w końcu to ja budzę ją w środku nocy- Po pierwsze, przepraszasz moje ubrania, po drugie, nie wiem czy mogę iść.

-Jak to nie wiesz? Ty nigdy nie masz żadnych planów na sobotę, jesteś totalnym nolifem!

-Dzięki.- ajć, zabije mnie.

-Wiesz, że Cię kocham mała- zawsze to na nią działa, bez względu na okoliczności- No, to teraz mów jakie masz plany.

-Właściwie to sama nie wiem- okej, ja rozumiem, że blondynka, ale żeby aż tak?

-Uporządkujmy. Najpierw mówisz, że nie wiesz czy możesz iść, zapytana o to jakie masz plany, odpowiadasz „nie wiem”. Widzisz tutaj skarbie wiele niewiadomych?

-No bo to ten Kou!- aaa, za głośno, czego się drzesz. Zaraz.. Kou?! Czy oni są w jakiejś zmowie?- Wpadłam na niego w szkole, a ten ni z tego ni z owego mówi mi, że spotykamy się wieczorem. Ja takie „spadaj człowieku o co Ci chodzi”, później dostaje od niego wiadomość na fejsie (tak, zaprosił mnie kiedyś i przyjęłam, nie zjadaj mnie, zapomniałam Ci powiedzieć) napisał, że nie może się spotkać bo wypadła mu próba, ale zaplanował coś na jutro (czytaj sobota) i więcej mi nie powie. DLATEGO MÓWIĘ, ŻE NIE WIEM, CZAISZ?!

Coś mi tu nie gra. Skoro oni mają jutro koncert, a jakby nie patrzył Yaten jest częścią zespołu, to jakim cudem chce się spotkać z Minako? Faceci są dziwni, ale nie wnikam. Po prostu wezmę ją na ten koncert, jestem ważniejsza niż przybłęda romeo.

-Nie obchodzi mnie to, przyjaźń przede wszystkim. Jutro u mnie o 16, nie spóźnij się, dobranocki, love you.

-Us…- No, teraz już nie ma wyjścia.

Szkoda, że fajki tak szybko się kończą. Rzucam niedopałek na chodnik i dogaszam go dokładnie podeszwą swojego buta, w końcu nie chcemy pożaru. Ten cały Yaten.. Nie wiem sama co o nim myśleć. Wydaje się ogarnięty, no i jest przystojny ale brat jednak lepszy. Tylko boję się o Mine. Jest twarda ale w środku skrywa dużo emocji, nie chce, żeby ktoś ją skrzywdził. I gwiazdy mi świadkiem cherubinie, że jeśli zapłacze przez ciebie choć raz, robię z tobą to, co z tym niedopałkiem.

rozdział VIII

Dla skrzata ❤ Miłego! Mam nadzieje, że nie wyszłam z wprawy.

 

Biało, biało.. Za jasno. Oczy mam ledwo otwarte, a czuje się tak, jakby upierdliwy pan z latarką świecił z premedytacją prosto na nie. Jedyne co mogę teraz zrobić, to powzdychać nad moją beznadziejną sytuacją. Poleżę jeszcze chwilkę, albo przeleżę resztę swojego życia, bo tak jest prościej. Czuję jak krew przepływa przez moje żyły, jak serce uporczywie pracuję, żeby utrzymać mnie przy życiu. Po co się tak męczysz kochany organie? Pozwalam Ci odpocząć.. Naprawdę, daj już sobie spokój. Gdyby to wszystko było takie proste. Lewą ręką łapie się za głowę – „Być, albo nie być, oto jest pytanie”- Oczy łaskawie przyzwyczaiły się do świata, więc mogę rozejrzeć się dookoła. Biała ściana na prawo, biała ściana na lewo.. O i niespodzianka! Biała ściana z przodu. Za co? Coś mi jednak nie pasowało, było inaczej niż zwykle. Ciepło. Dziwne źródło ciepła. Podążam wzrokiem od ramienia wzdłuż swojej ręki i chyba przybył mi nowy, dziwny symptom choroby – halucynacje. Na mojej dłoni, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby to było coś normalnego, spoczywa sobie spokojnie głowa rockowej gwiazdy. Pomyśleć, że większość dziewczyn pewnie piszczała by teraz z zachwytu, natomiast ja poczułam dziwny, wszechogarniający smutek. I nic więcej. Moje palce samoistnie wplotły się w srebrne pasma włosów tego niezwykłego chłopaka. Istotę, przez którą z niewyjaśnionych i nieznanych mi przyczyn, wszystko się odmienia. Jeszcze nie wiem, czy na dobre. Chyba śpi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Woda.. Zaraz, woda? Dotykam policzka, nic już nie rozumiem. Płaczę, nie wiem czemu, smucę się, z jakiego powodu? Przecież jego włosy są tak przyjemnie miękkie, zapach jaki od niego bije, sprawia, że czuje się spokojna. Więc skąd ten płacz i skąd to uczucie rozżalenia? Pytań wiele, kto udzieli odpowiedzi? On? Na pewno nie. Mama? Tata? Może Usagi, a może Ty Boże? Pogadaj ze mną, co? Taka mała wymiana słów, dla Wszechmogącego to myślę, żaden problem. Milczysz. Zawsze mi to robisz. Niezbyt rozmowny z Ciebie gość. Chyba zabiorę już tą rękę, niech się chłopak nie przyzwyczaja, nie mogę mu tego zrobić. Gdy tylko moja dłoń lekko oddaliła się od jego głowy, naglę poruszył się niespokojnie i chwycił za mój nadgarstek dość mocno, jakby się czegoś przestraszył. Jednak nie podniósł wzroku, jego głowa nadal opierała się łóżko na którym leżę, patrzy na, o zgrozo, obrzydliwie białe kafelki.

-Dlaczego mi to zrobiłaś?- jego głos był tak cichy, że ledwo usłyszałam treść słów, które wypowiedział. I tak jakby czytał mi w myślach, jakby widział, nie patrząc, podniósł na mnie swój wzrok. Powtórzył głośniej, zarazem zimniej i poważniej- Dlaczego mi to zrobiłaś Aino?

-Przepraszam- że żyje? Jakby to powiedziała, pewnie faktycznie wąchałabym kwiatki od spodu, bo udusiłby mnie własnymi rękami- Nie mam nad tym żadnej kontroli.

-Zuchwała dziewucho- powaga w jego głosie nie znikła ale nie brzmiał już tak groźnie. Zrobił jednak coś, co przeraziło mnie na wskroś bardziej niż ton. Jego zielone tęczówki naprzeciw moich błękitnych. Zapach mięty wdzierający się w moje nozdrza. Serce. Chyba zaraz pęknie- Nie odpuszczę Ci.

I nagle świat stanął w miejscu, kiedy ręką odsunął moją blond grzywkę, jego oddech otulił moje czoło, a ciepło, które pozostawił tak niewinny i czuł pocałunek na samym jego czubku rozlał się po całym moim ciele. To parzy. Odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie z kolejnym dopisanym pytaniem na liście „Brak odpowiedzi”. 

***

Po dwóch dniach spędzonych w domu na robieniu absolutnie niczego, wreszcie mogę wrócić do szkoły. Nie to, żebym jakoś specjalnie lubiła to coś, co w swoich murach zawiera istoty, który w większości albo są mi obojętne, albo uprzykrzają mi życie, bo nie jestem taka, jakby chcieli. Stęskniłam się już za Usagi i Takeru, natomiast Szkieletor pewnie usycha z tęsknoty za mną. Postanowiłam. Kompleta izolacja od osobniaka Yaten Kou. Zachwyca mnie. Już dawno się z tym pogodziłam i właśnie dlatego muszę z tym skończyć, póki mam nad tym kontrole. Tak będzie najlepiej.. chyba. Przeszłam boisko, na szczęście tam go nie było, dobra moja. Teraz szatnia – czysto. Okej, okej dajesz Aino jeszcze tylko kawałek. Korytarz, a potem w lewo, muszę się śpieszyć. Skręcam i wpadam na coś wysokiego ale stabilnego i miękkiego. Tylko nie mięta..

-Tęskniłaś- zdanie bardziej twierdzące. Co ten gwiazdorzyna sobie wyobraża?!

-Chciałbyś- odpowiedziałam mu najbardziej soczystym i groźnym spojrzeniem, jakie posiadam w swojej kolekcji. A on po prostu uśmiechnął się szczerze, tak pięknie, że aż zrobiło mi się słabo, bynajmniej nie przez chorobę.

-A żebyś wiedziała owieczko- jego dłoń rozczochrała mi fryzurę, obawiam się, że to już nawyk- Widzimy się wieczorkiem. Ciiii, nie chce słyszeć żadnego „ale”.

-ALE!- nie no to są jakieś żarty. On mi rozkazuje i na dodatek ucisza! Jednak go nienawidzę- Nigdzie nie idę, daj mi spokój.

Kompletnie mnie zignorował buc jeden. I to niby ja tu jestem zuchwała? Nie patrzył na mnie, co było dość niespotykanym zjawiskiem. Schylił się tak, że jego głowa spoczywała na moim ramieniu, a oddech przyjemnie otulił moją szyję. Zaraz.. Przyjemnie?! Odbiło mi.

-A i jeszcze jedno- szeptał, ale choć nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że uśmiecha się w ten swój lisi, szyderczy sposób do kogoś stojącego za mną- Przysięgam, że jeśli ten tu choćby palcem Cię dotknie, ubiję jak psa.

Kou jak się pojawił, tak zniknął, a ja z dziwną ciekawością odwróciłam się, by zobaczyć o czym ten palant mówił. Słowo „zdziwienie” nie potrafi opisać tego, co poczułam, gdy zobaczyłam Takeru, mocno ściskającego pięści. Dlaczego patrzy na mnie z wyrzutem? Zawsze wszystko moja wina.

 

rozdział IV

„Wywalony za bójki”, ta. Parsknąłem pod nosem, poprawiając grzywkę. Całkiem niezłą wyrobiłem sobie opinię w tej szkole. Nie żebym był jakiś święty. W każdej plotce jest ziarenko prawdy, ale oni nie… rozumieją. Ja po prostu nad tym nie panuję. Nienawidzę gdy adrenalina przyćmiewa moje racjonalne myślenie. Wtedy nikt i nic nie jest w stanie nade mną zapanować. Czasami boję się samego siebie i czynów, które mogę popełnić. Westchnąłem, opierając głowę o oparcie kanapy. Nie chce mi się żyć.

-Nie leż tak, bo umrzesz z nudów- usłyszałem głos starszego o dwa lata brata. Z wielkim bólem podniosłem na niego wzrok.

-Najwyższy czas- mruknąłem, a on uśmiechnął się tylko posępnie, kładąc siatki z zakupami na stole.

-Bardzo pozytywnie- odparł, rzucając mi puszkę zimnej coca-coli- Opowiadaj jak tam w szkole?

-Dobrze tatusiu- chrząknąłem i zmieniłem głos na lizusa z podstawówki- Zwinąłem tylko tę oto łyżeczkę ze stołówki- zrobiłem pałze, wskazując na drobny przedmiot- Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję, a Ciebie Ojcze…

-Weź przestań bo mnie zemdli- wywrócił oczami, siadając na skurzany fotel- Dziewczyny! Pytałem o dziewczyny.

-To co zwykle- burknąłem, przypominając sobie sytuację ze stołówki- Piszczące, napalone na moją nieziemską urodę, pustaki- i wtedy przed moimi oczami stanął obraz blondynki, spadającej ze stołu- Chociaż…

-Chociaż!- no tak. Mój brat ma wyjątkową słabość do kobiet. Cóż, w końcu to gwiazda rocka.

-Widziałam dziewczynę z niebieskimi włosami- nawet rozbawiła mnie ta iskra zainteresowania w granatowych oczach Seiyi. Zawsze interesowało go to, co wyróżnia się z tłumu- Pasowałaby do Ciebie.

-Tak myślisz?- odparł, pocierając swoją brodę, której nie miał. Błagam, serio myślisz, że wyglądasz przez to poważniej?- Musisz mnie poznać z tą młodą damą.

-Będziesz miał okazję. Dzisiaj jest impreza u… Kogoś tam. Idę z nowymi kumplami. Przyjedziesz po mnie to może ją zobaczysz- wiedziałem, że perspektywa zobaczenia dziewczyny jego marzeń, okaże się mojemu baratu bardzo kusząca.

-Jasne. 23 pod domem- ha! Chyba śnisz.

-4 nad ranem.

-Po moim trupie!- krzyknął, udając odpowiedzialnego opiekuna. Niezbyt udana próba braciszku.

-2 i nie zrzędź.

-Za co Boże pokarałeś mnie takim bratem?!- powiedział, unosząc wzrok ku niebu. Jakie to przereklamowane.

-Za nałogowe palenie debilu.

-Trochę szacunku dla starszych szczeniaku!- warknął. Trafiłem w jego czuły punkt. Seiya od lat stara się rzucić palenie. Jak widać z marnym skutkiem.

-Dobra, dobra zluzuj ciśnienie. Idę pod prysznic- powiedziałem, wstając z kanapy.

-Tylko się nie utop- dodał, za co oberwał w głowę z pięści, gdy przechodziłem obok niego. Należało mu się.

*****

Gdy ciepła woda koiła ból napiętych mięśni, rozmyślałem o moim dwudziestotrzyletnim bracie. Jako dzieciaki mając zaledwie po siedemnaście i piętnaście lat, straciliśmy rodziców w wypadku samochodowym.  Dwie sieroty pozostawione na pastwę losu w wielkim, okrutnym świecie. Jednak Seiya stanął na wysokości zadania. Do końca walczył o prawa opieki nade mną, gdy tylko ukończył pełnoletniość. I oczywiście sprawa rozstrzygnęła się z pozytywnymi skutkami dla nas. Seiya nigdy nie chciał porzucić swoich marzeni, o zostaniu zawodowym muzykiem. Po latach ciężkiej harówki udało mu się zadebiutować na największej scenie Tokijskiego teatru. Od tego czasu jego zespół nie schodzi z czołowych miejsc na listach przebojów. I słusznie. Mój brat zasłużył na wszystko, co sam wypracował przez lata. Na szczęście bycie gwiazdą nie uderzyło mu do głowy i nadal jest głąbem jakiego znam za czasów dzieciństwa. Jedyne co nasiliło  się w jego umyśle, to pociąg do pięknych kobiet. Żadna nie odmówi rockowemu wokaliście, a on to z premedytacją wykorzystuje. Niestety ani jedna nie zagrzała przy nim miejsca dłużej niż tydzień. Chyba jestem jego jedynym, pewnym punktem zaczepienia na świecie. Westchnąłem, zakręcając wodę. Mam nadzieję, że Seiya znajdzie dziewczynę, która sprowadzi go na ziemię.

*****

              Chłopaki zaprowadzili mnie do domu niejakiej Nanami, która organizowała dzisiejszą imprezę. Była całkiem miła i nie brzydka, ale z gatunku tych piskliwych pustaków… A to gatunek przeze mnie znienawidzony. W każdej szkole jakiej byłem, takich jak ona było na pęczki. Lecą tylko na moją ładną buzię oraz sławę brata wokalisty rockowego zespołu. Wszyscy mają w dupie moje uczucia i taka jest prawda. Rozejrzałem się znudzonym spojrzeniem po całym towarzystwie. Wszędzie to samo. Niczym nie różniące się od siebie sytuacje. Mam jakieś pieprzone Deja Vu. Ktoś się z kimś całuję, ktoś udaję, że umie pić, chłopaki podrywają wszystko co się rusza… Nie moje klimaty. I na dodatek to techno drażniące moje wrażliwe ucho muzyka. Natychmiastowa ewakuacja. No tak wiem, że włażenie ludziom na strych jest co najmniej dziwne, ale tam jest najbardziej ciche miejsce w całym domu. Dlatego cholernie się zdziwiłem, gdy okazało się, że nie jestem tu jedynym gościem. Zobaczyłem dziewczynę, która siedziała przy otwartym oknie na parapecie. Nogi zwisały jej jakiś 20 metrów nad ziemią, a ona sama wpatrzona była w piękno gwiazd. Może nie tylko ja mam tu myśli samobójcze? Przyjrzałem się dokładniej długim blond włosom i ze zdziwieniem odkryłem, że przecież zam tą dziewczynę.

-Tylko nie skacz- powiedziałem, opierając się o parapet, na którym siedziała. Drgnęła lekko ale nie przestraszyła się. To mnie zaintrygowało- Będę musiał biec na sam dół i Cię złapać. A uwierz to nie będzie przyjemne- spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakby chciała mnie przetestować, po czym rzekła:

-Skąd taka pewność, że nie umiem latać?

-Na Wendy z Piotrusia Pana mi nie wyglądasz- stwierdziłem, nieco rozbawiony jej drobną zaczepką.

-Za to Piotruś Pan nie powstydziłby się takiego dzieciaka w swojej drużynie- odparła, całkiem pewna swego. Tak temperamentnej kobiety jeszcze nie spotkałem.

-Jesteś dość pewna siebie jak na osobę, która zwisa nad czarną przepaścią. Zważywszy oczywiście na fakt, że mogę Cię przez przypadek trącić i utracisz równowagę.

-Nie sądzę- powiedziała, unosząc dumnie głowę- Twoja płeć jest wbrew pozorom słaba. Nie byłbyś wstanie skrzywdzić  tak bezbronnej księżniczki jak ja.

-Igrasz ze śmiercią zuchwała dziewucho- obruszyłem się. Za kogo ona się uważa!- Nie chcesz mnie sprawdzać.

-A co jeśli tak- spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami, które mnie zachwyciły. Nigdy w życiu takich nie wiedziałem- Co jeśli chcę Cię sprawdzić?

Chcąc dać jej do zrozumienia, że nie wiem jaki jestem, pociągnąłem ją za rękę i pochwyciłem w ramiona. Trzymałem tę dziewczynę jak prawdziwą księżniczkę, a ona patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Złapała się kurczowo mojej koszulki, jakby bała się, że w każdej chwili mogę ją upuścić. Zaraz jednak jej oczy przybrały innego wyrazu. Nie bała się. Była raczej… Zaciekawiona?

-Twoje oczy- szepnęła, a ja poczułem jak dreszcz przeszywa moje ciało- Twoje oczy mnie przerażają.

-Obrażasz mnie- powiedziałem, nadal trzymając ją w ramionach. Tak przyjemnie ciepła…- Wszyscy mówią mi, że moje oczy są najpiękniejszymi jakie w życiu widzieli.

-Zgadzam się- mruknęła, spuszczając wzrok. Dlaczego każesz mnie w ten sposób?- I to właśnie mnie w nich przeraża.

Odstawiłem ją grzecznie na drewnianą podłogę i od razu ogarnęła mnie wszechogarniająca pustka. Co się do cholery ze mną dzieje?!

-Czasami to czego się boimy, wcale nie jest tak straszne.

-Nieznany grunt jest niebezpieczny- powiedziałam odsuwając się ode mnie na znaczną odległość. Nie wiem dlaczego, ale gdy to zrobiła, poczułem dziwne ukłucie w sercu. Co ta dziewczyna ze mną robi?

-To co nieznane, nie oznacza złe. Ludzie moją się tego co jest im obce.

-Posłuchaj mnie- rzekła, patrząc na mnie z powagą- Jeśli chcesz coś znaczyć w tej szkole, to się ze mną nie zadawaj. Taka oferma jak Aino Minako może okazać się gwoździem do trumny twojej sławy.

A więc za takiego mnie ma. Za rozpieszczonego dzieciaka, którego pragnienia spełniane są, gdy tylko pstryknie palcem. Przysunęłam się do niej, pochyliłem by być bliżej je ucha i szepnąłem ze złościom, nie wiem czy na nią, czy na samego siebie:

-Nic o mnie nie wiesz Aino-san- po czym wyszedłem, nie oglądając się za siebie

*****

      Zadzwoniłem po brata, żeby przyjechał wcześniej niż się umawialiśmy. Stałem an dworze choć  deszcz lał jak z cebra. Szerze, miałem to gdzieś. Byłem zły nawet nie wiem na co. Nagle czarna parasolka zawisła nad moją głową, chroniąc mnie przed zimnymi kroplami wody. Spojrzałem w dół, by zobaczyć  blond czuprynę. Miała spuszczoną głowę, tak jakby się czegoś wstydziła. Nie wiedzieć czemu, cała złość opuściła mnie w jedną minutę. Wyciągnąłem rękę i wplotłem ją w złote pasma jej włosów.

-Przepraszam- mruknęła, nadal nie podnosząc wzroku. Znowu odbierasz mi przyjemność patrzenia na Ciebie- Naprawdę nie powinnam Cię… Oceniać.

-Nie dołuj się- powiedziałem, a ona wreszcie na mnie spojrzała- To do Ciebie nie pasuje wredna dziewucho.

-Hej!- oburzyła się, śmiesznie nadymając policzki. Wyglądała naprawdę uroczo- Wcale nie jesteś lepszy!

-Mylisz się- nie mogłem się powstrzymać i przejechałem dłonią po jej rumianym policzku. Jest taka delikatna…- Jestem dużo, dużo lepszy.

Ona nie odpowiedział już, tylko bardzie się zarumieniła, wręczyła mi parasolkę i pobiegła do domu, wrzeszcząc coś, że jestem okropny. Śmiałem się z tego, aż Seiya nie oślepił mnie reflektorem swojego Ferrari. Wychylił się przez okno, krzycząc:

-Co się śmiejesz baranie! Właź do środka!

-Nie drzyj się debilu- warknąłem, wsiadając do auta- Nie jesteś u siebie.

-No nie jestem- przyznał- To gdzie ta moja niebieskowłosą piękność?

-Nie czas teraz na twoje amory powiedziałem, a on spojrzał na mnie spod byka, Jeszcze pozna tą swoją dziewczynę, gwarantuję mu to- Wracajmy do domu.

 

*****

Wiem, że mało Seiyi ale będzie go duuuużo więcej XD A jak wrażenia po przeczytaniu? ^^