rozdział IV

„Wywalony za bójki”, ta. Parsknąłem pod nosem, poprawiając grzywkę. Całkiem niezłą wyrobiłem sobie opinię w tej szkole. Nie żebym był jakiś święty. W każdej plotce jest ziarenko prawdy, ale oni nie… rozumieją. Ja po prostu nad tym nie panuję. Nienawidzę gdy adrenalina przyćmiewa moje racjonalne myślenie. Wtedy nikt i nic nie jest w stanie nade mną zapanować. Czasami boję się samego siebie i czynów, które mogę popełnić. Westchnąłem, opierając głowę o oparcie kanapy. Nie chce mi się żyć.

-Nie leż tak, bo umrzesz z nudów- usłyszałem głos starszego o dwa lata brata. Z wielkim bólem podniosłem na niego wzrok.

-Najwyższy czas- mruknąłem, a on uśmiechnął się tylko posępnie, kładąc siatki z zakupami na stole.

-Bardzo pozytywnie- odparł, rzucając mi puszkę zimnej coca-coli- Opowiadaj jak tam w szkole?

-Dobrze tatusiu- chrząknąłem i zmieniłem głos na lizusa z podstawówki- Zwinąłem tylko tę oto łyżeczkę ze stołówki- zrobiłem pałze, wskazując na drobny przedmiot- Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję, a Ciebie Ojcze…

-Weź przestań bo mnie zemdli- wywrócił oczami, siadając na skurzany fotel- Dziewczyny! Pytałem o dziewczyny.

-To co zwykle- burknąłem, przypominając sobie sytuację ze stołówki- Piszczące, napalone na moją nieziemską urodę, pustaki- i wtedy przed moimi oczami stanął obraz blondynki, spadającej ze stołu- Chociaż…

-Chociaż!- no tak. Mój brat ma wyjątkową słabość do kobiet. Cóż, w końcu to gwiazda rocka.

-Widziałam dziewczynę z niebieskimi włosami- nawet rozbawiła mnie ta iskra zainteresowania w granatowych oczach Seiyi. Zawsze interesowało go to, co wyróżnia się z tłumu- Pasowałaby do Ciebie.

-Tak myślisz?- odparł, pocierając swoją brodę, której nie miał. Błagam, serio myślisz, że wyglądasz przez to poważniej?- Musisz mnie poznać z tą młodą damą.

-Będziesz miał okazję. Dzisiaj jest impreza u… Kogoś tam. Idę z nowymi kumplami. Przyjedziesz po mnie to może ją zobaczysz- wiedziałem, że perspektywa zobaczenia dziewczyny jego marzeń, okaże się mojemu baratu bardzo kusząca.

-Jasne. 23 pod domem- ha! Chyba śnisz.

-4 nad ranem.

-Po moim trupie!- krzyknął, udając odpowiedzialnego opiekuna. Niezbyt udana próba braciszku.

-2 i nie zrzędź.

-Za co Boże pokarałeś mnie takim bratem?!- powiedział, unosząc wzrok ku niebu. Jakie to przereklamowane.

-Za nałogowe palenie debilu.

-Trochę szacunku dla starszych szczeniaku!- warknął. Trafiłem w jego czuły punkt. Seiya od lat stara się rzucić palenie. Jak widać z marnym skutkiem.

-Dobra, dobra zluzuj ciśnienie. Idę pod prysznic- powiedziałem, wstając z kanapy.

-Tylko się nie utop- dodał, za co oberwał w głowę z pięści, gdy przechodziłem obok niego. Należało mu się.

*****

Gdy ciepła woda koiła ból napiętych mięśni, rozmyślałem o moim dwudziestotrzyletnim bracie. Jako dzieciaki mając zaledwie po siedemnaście i piętnaście lat, straciliśmy rodziców w wypadku samochodowym.  Dwie sieroty pozostawione na pastwę losu w wielkim, okrutnym świecie. Jednak Seiya stanął na wysokości zadania. Do końca walczył o prawa opieki nade mną, gdy tylko ukończył pełnoletniość. I oczywiście sprawa rozstrzygnęła się z pozytywnymi skutkami dla nas. Seiya nigdy nie chciał porzucić swoich marzeni, o zostaniu zawodowym muzykiem. Po latach ciężkiej harówki udało mu się zadebiutować na największej scenie Tokijskiego teatru. Od tego czasu jego zespół nie schodzi z czołowych miejsc na listach przebojów. I słusznie. Mój brat zasłużył na wszystko, co sam wypracował przez lata. Na szczęście bycie gwiazdą nie uderzyło mu do głowy i nadal jest głąbem jakiego znam za czasów dzieciństwa. Jedyne co nasiliło  się w jego umyśle, to pociąg do pięknych kobiet. Żadna nie odmówi rockowemu wokaliście, a on to z premedytacją wykorzystuje. Niestety ani jedna nie zagrzała przy nim miejsca dłużej niż tydzień. Chyba jestem jego jedynym, pewnym punktem zaczepienia na świecie. Westchnąłem, zakręcając wodę. Mam nadzieję, że Seiya znajdzie dziewczynę, która sprowadzi go na ziemię.

*****

              Chłopaki zaprowadzili mnie do domu niejakiej Nanami, która organizowała dzisiejszą imprezę. Była całkiem miła i nie brzydka, ale z gatunku tych piskliwych pustaków… A to gatunek przeze mnie znienawidzony. W każdej szkole jakiej byłem, takich jak ona było na pęczki. Lecą tylko na moją ładną buzię oraz sławę brata wokalisty rockowego zespołu. Wszyscy mają w dupie moje uczucia i taka jest prawda. Rozejrzałem się znudzonym spojrzeniem po całym towarzystwie. Wszędzie to samo. Niczym nie różniące się od siebie sytuacje. Mam jakieś pieprzone Deja Vu. Ktoś się z kimś całuję, ktoś udaję, że umie pić, chłopaki podrywają wszystko co się rusza… Nie moje klimaty. I na dodatek to techno drażniące moje wrażliwe ucho muzyka. Natychmiastowa ewakuacja. No tak wiem, że włażenie ludziom na strych jest co najmniej dziwne, ale tam jest najbardziej ciche miejsce w całym domu. Dlatego cholernie się zdziwiłem, gdy okazało się, że nie jestem tu jedynym gościem. Zobaczyłem dziewczynę, która siedziała przy otwartym oknie na parapecie. Nogi zwisały jej jakiś 20 metrów nad ziemią, a ona sama wpatrzona była w piękno gwiazd. Może nie tylko ja mam tu myśli samobójcze? Przyjrzałem się dokładniej długim blond włosom i ze zdziwieniem odkryłem, że przecież zam tą dziewczynę.

-Tylko nie skacz- powiedziałem, opierając się o parapet, na którym siedziała. Drgnęła lekko ale nie przestraszyła się. To mnie zaintrygowało- Będę musiał biec na sam dół i Cię złapać. A uwierz to nie będzie przyjemne- spojrzała na mnie takim wzrokiem, jakby chciała mnie przetestować, po czym rzekła:

-Skąd taka pewność, że nie umiem latać?

-Na Wendy z Piotrusia Pana mi nie wyglądasz- stwierdziłem, nieco rozbawiony jej drobną zaczepką.

-Za to Piotruś Pan nie powstydziłby się takiego dzieciaka w swojej drużynie- odparła, całkiem pewna swego. Tak temperamentnej kobiety jeszcze nie spotkałem.

-Jesteś dość pewna siebie jak na osobę, która zwisa nad czarną przepaścią. Zważywszy oczywiście na fakt, że mogę Cię przez przypadek trącić i utracisz równowagę.

-Nie sądzę- powiedziała, unosząc dumnie głowę- Twoja płeć jest wbrew pozorom słaba. Nie byłbyś wstanie skrzywdzić  tak bezbronnej księżniczki jak ja.

-Igrasz ze śmiercią zuchwała dziewucho- obruszyłem się. Za kogo ona się uważa!- Nie chcesz mnie sprawdzać.

-A co jeśli tak- spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami, które mnie zachwyciły. Nigdy w życiu takich nie wiedziałem- Co jeśli chcę Cię sprawdzić?

Chcąc dać jej do zrozumienia, że nie wiem jaki jestem, pociągnąłem ją za rękę i pochwyciłem w ramiona. Trzymałem tę dziewczynę jak prawdziwą księżniczkę, a ona patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem. Złapała się kurczowo mojej koszulki, jakby bała się, że w każdej chwili mogę ją upuścić. Zaraz jednak jej oczy przybrały innego wyrazu. Nie bała się. Była raczej… Zaciekawiona?

-Twoje oczy- szepnęła, a ja poczułem jak dreszcz przeszywa moje ciało- Twoje oczy mnie przerażają.

-Obrażasz mnie- powiedziałem, nadal trzymając ją w ramionach. Tak przyjemnie ciepła…- Wszyscy mówią mi, że moje oczy są najpiękniejszymi jakie w życiu widzieli.

-Zgadzam się- mruknęła, spuszczając wzrok. Dlaczego każesz mnie w ten sposób?- I to właśnie mnie w nich przeraża.

Odstawiłem ją grzecznie na drewnianą podłogę i od razu ogarnęła mnie wszechogarniająca pustka. Co się do cholery ze mną dzieje?!

-Czasami to czego się boimy, wcale nie jest tak straszne.

-Nieznany grunt jest niebezpieczny- powiedziałam odsuwając się ode mnie na znaczną odległość. Nie wiem dlaczego, ale gdy to zrobiła, poczułem dziwne ukłucie w sercu. Co ta dziewczyna ze mną robi?

-To co nieznane, nie oznacza złe. Ludzie moją się tego co jest im obce.

-Posłuchaj mnie- rzekła, patrząc na mnie z powagą- Jeśli chcesz coś znaczyć w tej szkole, to się ze mną nie zadawaj. Taka oferma jak Aino Minako może okazać się gwoździem do trumny twojej sławy.

A więc za takiego mnie ma. Za rozpieszczonego dzieciaka, którego pragnienia spełniane są, gdy tylko pstryknie palcem. Przysunęłam się do niej, pochyliłem by być bliżej je ucha i szepnąłem ze złościom, nie wiem czy na nią, czy na samego siebie:

-Nic o mnie nie wiesz Aino-san- po czym wyszedłem, nie oglądając się za siebie

*****

      Zadzwoniłem po brata, żeby przyjechał wcześniej niż się umawialiśmy. Stałem an dworze choć  deszcz lał jak z cebra. Szerze, miałem to gdzieś. Byłem zły nawet nie wiem na co. Nagle czarna parasolka zawisła nad moją głową, chroniąc mnie przed zimnymi kroplami wody. Spojrzałem w dół, by zobaczyć  blond czuprynę. Miała spuszczoną głowę, tak jakby się czegoś wstydziła. Nie wiedzieć czemu, cała złość opuściła mnie w jedną minutę. Wyciągnąłem rękę i wplotłem ją w złote pasma jej włosów.

-Przepraszam- mruknęła, nadal nie podnosząc wzroku. Znowu odbierasz mi przyjemność patrzenia na Ciebie- Naprawdę nie powinnam Cię… Oceniać.

-Nie dołuj się- powiedziałem, a ona wreszcie na mnie spojrzała- To do Ciebie nie pasuje wredna dziewucho.

-Hej!- oburzyła się, śmiesznie nadymając policzki. Wyglądała naprawdę uroczo- Wcale nie jesteś lepszy!

-Mylisz się- nie mogłem się powstrzymać i przejechałem dłonią po jej rumianym policzku. Jest taka delikatna…- Jestem dużo, dużo lepszy.

         Ona nie odpowiedział już, tylko bardzie się zarumieniła, wręczyła mi parasolkę i pobiegła do domu, wrzeszcząc coś, że jestem okropny. Śmiałem się z tego, aż Seiya nie oślepił mnie reflektorem swojego Ferrari. Wychylił się przez okno, krzycząc:

-Co się śmiejesz baranie! Właź do środka!

-Nie drzyj się debilu- warknąłem, wsiadając do auta- Nie jesteś u siebie.

-No nie jestem- przyznał- To gdzie ta moja niebieskowłosą piękność?

-Nie czas teraz na twoje amory powiedziałem, a on spojrzał na mnie spod byka, Jeszcze pozna tą swoją dziewczynę, gwarantuję mu to- Wracajmy do domu.

     (więcej…)

rozdział VII

Dokończmy tą historię! 😉 Miłego czytania.

******

          Głęboko nabrałam powietrzna w płuca, przeciągając się powoli i otwierając moje ciężkie, zaspane powieki. Powitał mnie deszczowy jesienny poranek, który przywoływał dość ponury nastrój. Nie mam nic do zimnych kropel spadających z nieba, ale bardziej lubię dotyk promieni słońca. Z wielkim bólem wstałam, przywitałam się z rodziną i z grzanką w ustach przekroczyłam próg mojego domu. Ach! Tak bardzo nie chce mi się nic.. Jednak jeśli znowu się spóźnię, to Szkieletor mnie chyba zabije. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć na miejsce równo z dzwonkiem, a to wszystko dzięki Takeru, który zagadał profesora, zanim ten zdążył odtworzyć drzwi do tak zwanej „sali tortur”, czyli klasy historycznej. Złoty chłopak, będę musiała mu się jakoś odwdzięczyć. Uspokoiłam oddech, siadając w ławce przy oknie. Nareszcie chwila spokoju. Zerknęłam przez szybę, kiedy tylko do moich uszu dotarł dźwięk nudnego monologu na temat I  wojny światowej. Widok chłopców grających w deszczu w koszykówkę jakoś niespecjalnie mnie zdziwił. Ich wuefista to prawdziwy potwór, kochający tę grę na wolnym powietrzu. Tak jak powiedziałam, niespecjalnie mnie to zdziwiło, aż do czasu gdy zobaczyłam chłopaka ze srebrnymi włosami, przemoczonego do suchej nitki. Wytrzeszczyłam oczy kiedy skoczył na co najmniej metr i zrobił naprawdę dobry wsad za dwa punkty. Jego przeciwnicy, moi koledzy, mieli przerażone miny i wręcz odsuwali się, gdy biegł, by zdobyć kolejnego kosza. Przyznam, że i mnie nie spodobał się obłąkany uśmiech na jego twarzy, który przecież widziałam z tak daleka. Nie chciałabym znaleźć się na ich miejscu.. A jednak z podziwem obserwowałam to, jak bardzo się stara oraz daje z siebie wszystko. Mojej uwadze nie umknęły również idealnie wyrzeźbione mięśnie, które widoczne były poprzez koszulkę przyklejającej się do jego ciała. Po chwili zdałam sobie sprawę, że przygryzłam swoją wargę, z której uleciało już odrobinkę krwi. Muszę wyglądać naprawdę idiotycznie..

-Panno Aino!- usłyszałam zdenerwowany głos nauczyciela i natychmiast drgnęłam niespokojnie. Spojrzałam niepewnie w groźne oczy Szkieletora, które aż kipiały ze złości- Wołam Cię młoda panno już piąty raz! Jeśli tak bardzo interesuję Cię gra tych chłopców, to zapraszam. Pójdziemy zapytać, czy wezmą panienkę do drużyny!

-Co?- w moich błękitnych oczach wszyscy zobaczyli ogromne przerażenie- Ale.. Panie profesorze- jęknęłam, patrząc na kropelki deszczu leniwie spływające po szybie- Nie bądźmy dziećmi, już będę grzeczna..

-Dziećmi?!- warknął i wyciągnął mnie z ławki, ciągnąc za ucho- Kogo nazywasz „dzieckiem” panno Aino? Za mną, ale to już! Może to Cię czegoś nauczy- nie zważając na moje protesty i biadolenia, wyszedł nadal trzymając mnie za uchom które zdążyło zrobić się już dorodnie czerwone.

******

                Czułam się jak idiotka, gdy Szkieletor prowadził mnie przez szkolne boisko prosto na orlik. W duchu łudziłam się jeszcze, że to tylko sen, a ja zaraz obudzę się w moim ciepłym łóżku. Niestety, moje nadzieje okazały się złudne. Dotarłam na boisko gdzie chłopcy prowadzili zacięty mecz pod czujnym okiem nauczyciela. Nie widziałam jednak Yatena, co było akurat bardzo pocieszające.

-Trenerze- powiedział mój historyk, zmuszając mnie bym godnie i pokornie skłoniła się przed wuefistą. Ta panienka ma do pana pytanie.

-No słucham- mruknął niskim głosem. Nie spodobało mu się najwidoczniej to, że męska część publiczności nie była już zainteresowana grą tylko moją osobą. Gdy milczałam, Szkieletor walnął mnie „delikatnie” ręką przez głowę.

-Auć!- warknęłam i poczęstowałam profesorka jednym z moich soczystych, urażonych spojrzeń- Dobra, już dobra. Panie Trenerze.. Czy.. Yyy.. Też mogłabym.. Zagrać?- Nauczyciele porozumieli się wzrokiem, a ja morzyłam abym zapaść się pod ziemie, tak głęboko jak tylko się da.

-Nie ma problemu- rosły mężczyzna przeniósł wzrok na swoich uczniów- Która drużyna bierze tę małą?- zerknęłam na nich ale oni znali moje możliwości sportowe. Byłam dobra w siatkówkę ale inne gry to w moim wykonaniu totalna porażka. I gdy zobaczyłam, że nie specjalnie chcieli mnie w drużynie, pomyślałam, że może wyjdę z tego obronną ręką. Marzenie ściętej głowy..

-Ja ją wezmę- usłyszałam głos, który zmroził mi krew w żyłach. Odwróciłam się i tuż przed sobą napotkałam to przerażające, a piękne za razem spojrzenie zielonych oczu.

-Jesteś pewny Kou?- nauczyciel nie krył swojego zdziwienia, co swoją drogą nie było zbyt miłe z jego strony- Ale wiesz, że to Aino Minako, prawda?

-Tak, zdaję sobie z tego sprawę- obdarzył mnie ciepłym uśmiecham, po czym ustawił na środku pola, wskazując moją pozycję.

-Co ty wyprawiasz?- szepnęłam- przecież ja cię zrujnuję!

-Nie mamrocz Minako- położył swoją dużo dłoń na mojej głowie i rozczochrał mi fryzurę, którą i tak już doszczętnie zmoczył deszcz- Wierzę w ciebie!- Krzyknął, a ja stałam tam, kompletnie sparaliżowana. Oddalił się na pozycję defensywną, straciłam go z oczu. Mała, bezbronna owieczka pośród stada wygłodniałych wilków. Nie było jednak tak strasznie. Nie dostałam żadnej piłki, co bardzo mi pasowało. Grali, nie zwracając ma mnie większej uwagi. Aż do czasu.. Wszystko działo się tak szybko.

  Nie wiem jak, kiedy i w jaki sposób. Pomarańczowa piłka znalazła się w moich drobnych dłoniach. Zamarłam w jednej chwili. Ktoś krzyczał „Nie stój tak! Podaj! Co tak stoisz?!”. Tyle różnych głosów.. Ukucnęłam, piłkę położyłam przed sobą  i uszy zakryłam rękami. Tak bardzo żałosna.. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Satoru, który biegł w moją stronę z szyderczym uśmiechem. Chciał mnie jeszcze bardziej upokorzyć, zawsze uwielbiał mnie dręczyć. Już słyszałam te śmiechy.. Satoru zatrzymał się jednak gdy przede mną staną Yaten, z szeroko rozłożonymi ramionami.

-Zejdź mi z drogi przybłędo- usłyszałam.

-Zmuś mnie- głos Yaten aż drżał ze złości. Zmartwiło mnie to. Nie chciałam żeby wdawał się przeze mnie w jakiekolwiek kłopoty. Wstałam więc na chwiejnych nogach. Wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego pleców, chciałam go w ten sposób uspokoić choć trochę. Ale coś mi w tym przeszkodziło. Przed oczami zobaczyłam niewyraźne postacie, słyszałam jakieś niezrozumiane głosy.. Tylko nie to! Nie mogę teraz tego zrobić! Nie mogę..

******


No i proszę 🙂 Pojawiło się coś nowego.. Co wy na to?

Zmartwychwstanie

Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Przyznam szczerze, że już postawiłam krzyżyk na tym blogu, mojej tak zwanej „twórczości” i tworzeniu opowiadań. Postanowiłam jednak bloga nie usuwać, ponieważ ja sama zawsze lubiłam wracać do opowiadań, które bardzo mi się podobały. Pomyślałam sobie „Hej, a jeśli ktoś chciałby przeczytać to coś jeszcze raz?” Więc nie usunęłam.. Czasami wchodzę tu, tak jakbym wciągała stare, zakurzone zdjęcia z szafki, które jednak przywołują u mnie bardzo miłe wspomnienia. No i jakby nie było, zawsze widzę jakieś nowe wyświetlenia, co wywołują u mnie uśmiech i… Wyrzuty sumienia. Odwołuje się tu do tych wszystkich, którzy jeszcze tu wchodzą, ale największą uwagę zwróciłam na użytkowniczkę z nickiem „patka”, to właśnie ona czeka najbardziej na nowe rozdziały 🙂 Obawiam się, że już straciłam „to coś” co motywowało mnie do pisania i co sprawiało mi radość.. Ale.. No właśnie. I tu pytanie do was. Czy wciąż chcecie dokończyć tą historię? Czy chcecie dalej czytać to co napiszę? Jeśli tak napiszcie to w komentarzu, żeby zmotywować na nowo mój umysł, który miał już chyba za długie wakacje 😉

rozdział VI

Ohayo Minaa! Dzisiaj wyjątkowo rozdział poświęciłam Usagi ^^ Przyznam, że całkiem miło mi się pisało o jej drugim obliczu, które z resztą sama wymyśliłam XD A co wy o niej sądzicie? 🙂 Zapraszam do czytania! (więcej…)

rozdział V

Wiem, że się nie wyrobiłam… Gomene :)))) A rozdział dla Halley, która nie mogła się doczekać XD (więcej…)

rozdział III

I co o tym sądzicie? 🙂 (więcej…)

rozdział II

Okey zdaję sobie sprawę, że te pierwsze rozdziały mogę być trochę nudnawe… Ale proszę! Nie zniechęcajcie się na samym początku 🙂 (więcej…)